Królewskie życie szampana

Jak zaczęło się królewskie życie szampana

Szampan, nawet po zabiegach przeprowadzonych przez ojca dom Perignon, nie stał się nagle trunkiem uwielbianym. Może i było coś na rzeczy w opowieściach o diabelskim winie, a może to tylko legenda, ale gdyby nie grzechy pewnej kobiety, to być może dziś szampan byłby tylko trunkiem o znaczeniu lokalnym.

Szampan

Tajemnica spowiedzi

W kościele w Hautvillers miała zwyczaj spowiadać się tyle piękna, co rozpustna, Jeanne de Thierzy, baronessa zwana Jolie Baronne. Jej styl życia nawet dzisiejsi liberałowie określiliby mianem bardzo rozrywkowego, a wtedy szafowanie seksualnością na taką skalę w ogóle nie mieściło się w ramach pojmowania. Pech (dla niej, dla nas t szczęście) chciał, że spowiednikiem jej został znany już dom Perignon. Być może wcześniejsze obcowanie z winem wprawiło go w dobry nastrój, bo nie bez problemów, ale jednak udzielił kobiecie rozgrzeszenia. Zapewne sam zebrał później burę, ale to już zostawmy historykom religii, a sami zajmijmy się baronessą – nie jednak ze względu na jej urodę, ale dalsze postępowanie.

Postanowiła ona, w ramach okazywania wdzięczności dla spowiednika, pomóc mu w wypromowaniu klasztornego wina. Co prawda spowiedź najwyraźniej niewiele pomogła, bo poprawy nie było, a w dodatku szło to w parze z pogorszeniem gustu, bo urodziwa baronessa oddała swoje wdzięki, mówiąc oględnie, pośledniej urody mężczyźnie, marszałkowi de Crequi, który nie miał lica ksi

Dodać należy z kronikarskiego obowiązku, że po tej kampanijce reklamowej Henryk XIV zarezerwował dla dworu królewskiego zdecydowaną większość tego, co udało się w piwniczce zakonników wyprodukować.ęcia z bajki, ale miał kontakty. Wychodzi na to, że baronessa sprzedała się za dostarczenie skrzynki szampana na dwór królewski. Winiarze powinni być więc jej wdzięczni, że wydała się na potępienie, ale może będzie jej to odpuszczone, bo wszak chodzi o szampana!

Szampan butelki w piwniczce

Piję gwiazdy!

Według niektórych podań, dom Perignon, kiedy spróbował swojego pierwszego szampana, miał zawołać do zakonników: „chodźcie do mnie, ja piję gwiazdy!”. I tu niestety jest problem – po pierwsze, efekt pierwszych eksperymentów prawdopodobnie do smacznych nie należał, a o niebiańskiej przyjemności w ogóle nie ma co mówić, a po drugie, niestety, to hasło pojawia się po raz pierwszy w pewnej ulotce reklamowej, starszej o ponad wiek od traktatu ojca dom Perignon, a reklamie wierzyć nie należy. Zresztą zakonnik ten był według dzisiejszych kryteriów bardziej badaczem, a nie smakoszem wina. Wino, i owszem, pił, bo przecież pito wtedy głównie je, ale dom Perignon zajmował się przede wszystkim ustalaniem właściwych charakterystyk poszczególnych etapów winifikacji i doskonaleniem metod produkcji, więc raczej takiego zachwytu nie należałoby się po nim spodziewać.

Promocja zbędna

Dziś oczywiście promocja szampana nie jest potrzebna. Są to raczej kampanie, które mają udowodnić wyższość jednej marki nad drugą, ale prawdziwy miłośnik wina w każdym smaku szampana znajduje niekłamaną przyjemność. I choć każdy zapewne miałby – gdyby tylko spróbował wszystkich – ulubiony smak, na pewno i tak wszystkie byłyby równie doskonałe. Proces produkcji jest zawsze taki sam – za różnice w smaku odpowiada jedynie mieszanie: to, ile, jakich wino bierze się do przygotowania ostatecznej kompozycji, a tutaj trudno o stałe wartości – każda wytwórnia szampana robi tak, aby zachować niepowtarzalny, oryginalny smak, a nie recepturę, bo wtedy smak mógłby być gorszy! Nie ma więc co zwracać uwagi na reklamy – szampana trzeba posmakować, a nie wierzyć kolejnym hasłom reklamowym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *